środa, 13 kwietnia 2016

To chyba jest miłosierdzie...

    Coś od zawsze było ze mną nie tak. Od kołyski, od brzuszka, od zamysłu boskiego? Chyba nie powinnam posuwać się AŻ tak daleko... W zasadzie od zawsze byłam wrażliwa, miałam bujną wyobraźnie i jako dziecko rozwinęły mi się różne lęki pod wpływem oglądanych bajek ( "Było sobie życie" - bałam się zarazków....) Ale wiele dzieci tak miało. Później w gimnazjum byłam bardzo zamknięta w sobie.... Mściły się na mnie wyrzuty sumienia, że nie potrafię zwyczajnie do kogoś zagadać albo czy też czegoś tam nie zrobiłam dobrze. "Gdybym tylko mogła cofnąć czas do początków podstawówki, kiedy to połowa klasy mi dokuczała....!" Tak wtedy myślałam, ale przecież już w 6 klasie napisałam piosenkę o tym, że nawet gdyby była taka możliwość to wszystkiego byśmy nie naprawili i że w końcu czegoś się nauczyliśmy! Nie da się podkolorować rzeczywistości. Tak wyszło, że pod wpływem stresu nabawiłam się nerwicy wegetatywnej, od czasu do czasu popadałam w nastroje depresyjne i przez prawie dwa lata nie miałam okresu - to też wina emocji. Później cztery dni byłam w szpitalu. W liceum hormony pozornie się unormowały, ale nie na długo. Spełniły się moje prorocze słowa, że się rozczepiam... Stało się coś, czego się obawiałam od dłuższego czasu.... Nagle wybuchła we mnie schiza.... i zamknęli mnie w Tworkach na półtora miesiąca.
      Mam wrażenie, że to się już za długo ciągnie... Czasem chciałabym już  z tym skończyć. Serio. Ale nie można niszczyć cennego zboża kosząc go jednocześnie z kąkolem! Trzeba zebrać oba gatunki i je oddzielić od siebie. Moge minimalizować wpływy moich negatywnych cech, ale muszę pamiętać, że mam też ogromny dobry potencjał, dużo umiejętności i wiedzy zdobytej z trudem przez te kilkanaś...-dziesiąt lat! Nie powinnam czuć się w jakikolwiek sposb napiętnowana przez chorobe. Czasem chciałabym być nowym stworzeniem, ale wiem, że całkiem od siebie nie ucieknę, muszę nadal walczyć.... Za to mogę być lepszą wersją wczorajszej siebie... taka Julka0.2 itd.... Dlatego założyłam właśnie tego bloga, aby kontynuować metanoie. Bowiem człowiek nawraca się całe życie!
        Podobno mam wiele talentów, tylko brakuje mi warunków do ich rozwijania, warsztatu, czy pracowni... To prawda, ale ja uważam, że lepiej jest pisać mniej, a treściwiej niż więcej i tylko lać wodę. I tak mam już swój styl. Dwa kroki w przod, jeden krok w tył!
         Chciałabym być normalna i staram się tak żyć. Ale czasem po prostu nie mogę. Myślę, że nie powinnam się aż tak starać i popadać w ten sposób w skrajnośći. Każdy ma jakieś odchyły czasem, co w tym złego? Ważne, by nie czynić świadomie zła. Grzeszyć ciężko... Bo to oddziela nas od tej miłości prawdziwej. A co to jest grzech? Wg mnie to po prostu nie-miłość. A ja nie mam na to czasu! Czas to miłość! Haha, trzeba robić hajsy/kesz/mani.... a w moim slangu to znaczy robić miłość. Proste? 
    
 Ja chcę tak żyć! Nawet, gdy jest bieda.... 
      

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz